Być albo nie być…

Podejmowanie decyzji to jedna z najbardziej stresujących sytuacji w życiu. Odejść czy zostać w tym związku? Zmienić pracę na mniej płatną , ale lżejszą czy tkwić w starym kieracie, ale za większe pieniądze? Wyjechać do ukochanego, który jest Tunezyjczykiem, ale czy zaakceptuję tę kulturę , czy się tam odnajdę, co powiedzą znajomi, rodzice? Czy po czwartym roku medycyny zmieniać studia skoro odkryłam, że lekarz to jednak zawód nie dla mnie…..

Codziennie stajemy przed mniej lub bardziej ważnymi decyzjami , które mają ogromny wpływ na kolejny fragment naszego życia. No właśnie, tylko fragment, bo dana decyzja nie oznacza, że  zmieni się całe twoje życie. W tej kolejnej sytuacji też będzie można coś zmienić. Może po drodze dostaniemy parę lekcji, ale zawsze otworzą się kolejne, nowe możliwości.

Proces

W podejmowaniu decyzji najbardziej stresujący jest proces dochodzenia do ostatecznego wyboru. Tak naprawdę to on jest powodem nieprzespanych nocy, ciągłego myślenia o danej sytuacji, trudności z koncentracją itp. Kiedy decyzja zapada czujemy się o dziesięć kilo lżejsi i kierujemy całą energię w jedna stronę. Zanim jednak to się stanie wątpliwości mogą nas wpędzić w bardzo duży stres.

Głównym powodem jest lęk przed zmianą. Nawet jeśli w danej sytuacji jest mi źle , beznadziejnie, mam świadomość frustracji itp. to jednak jest to sytuacja , którą znam. Wiem jak się w niej poruszać, a ta o której myślę to jednak czarna dziura. Nieznany ląd, który trzeba będzie eksplorować i nie wiadomo czy tam będzie fajnie, bezpiecznie , a przede wszystkim czy zaliczę miękkie lądowanie. No właśnie, zawsze chcemy aby lądowanie było miękkie i przyjemne. A przecież urodziliśmy się w bólach, przewracaliśmy ucząc chodzenia, ubrudziliśmy się bardzo zanim samodzielnie trafiliśmy łyżką do buzi, przetarliśmy blachę samochodu zanim nauczyliśmy się porządnie parkować, opiliśmy się wodą  opanowując sztukę pływania,  a jednak to wspaniałe, że żyjemy, umiemy chodzić, jeść, pływać, prowadzić samochód. Proces dochodzenia do czegoś nowego na ogół związany jest z trudnościami bo tego nie znamy, nie wiemy, bo musimy posiąść nową sztukę poruszania się w tajemniczych dla nas   okolicznościach. Ale finalnie mamy  nowe umiejętności i wtedy możemy zdecydować : to jest dla mnie ok, wchodzę w to albo powiedzieć nie, dziękuję.

Kolejny problem obok lęku stanowi żal. Jeśli mi coś nie wyjdzie będę żałować podjętej decyzji, może będę musiała wrócić do starej sytuacji jako przegrana, z podwiniętym ogonem. I tu pojawia się brak konsekwencji tak często będący powodem wielu stresów i frustracji. Jakąkolwiek decyzję podejmiesz zaakceptuj jej konsekwencje, weź za to odpowiedzialność. W końcu ostatecznie to TY podjąłeś tę decyzję , nawet jeśli ktoś ci w niej doradzał. Z moich obserwacji wynika, że właśnie największym problemem jest to, że robimy coś, a potem nie chcemy zaakceptować konsekwencji i wtedy pojawia się uczucie żalu, rozgoryczenia i znowu nie śpimy, nie umiemy się skoncentrować….Po co mi to było? Ale już to zrobiłeś!!!! Jaki sens ma wracanie myślami do tego co było przed. Sytuacja jest jaka jest, bądź odpowiedzialny i zapytaj siebie co TERAZ mogę z tym zrobić?

Narzędzia

A w jaki sposób podjąć decyzję? Autorzy różnych książek oferują rozmaite sposoby: podzielenie kartki na pół i spisanie za i przeciw, tworzenie mapy myśli , odłożenie decyzji na jakiś czas czyli popularnie mówiąc „przespanie się” z problemem. Ja preferuję metodę” puszczenia filmu” czyli wyobrażenia sobie danej sytuacji do końca. Bardzo często myśląc o problemie zatrzymujemy dany kadr i widzimy tylko ten jeden obraz. Jeśli pozwolimy aby rolka poszła dalej możemy zobaczyć resztę filmu. Ostatnio moja znajoma bardzo przeżywała kontrolę urzędu skarbowego i groźbę zapłacenia  kary za drobne niedopatrzenia. Nie spała, zamartwiała się i wtedy przypomniała sobie tę metodę. Kiedy „puściła film”i mogła doprowadzić swój scenariusz do końca  odkryła, że za jej nieprzespanymi nocami stoi lęk . O co? Nie groziło jej ani więzienie, ani zamknięcie firmy, najwyżej kara finansowa. Kiedy dokonała tego epokowego odkrycia , uspokoiła się i mogła wówczas racjonalnie myśleć co pozwoliło jej zarówno spać jak i podjąć odpowiednie kroki w wyjaśnianiu sprawy. Wcześniej , pod wpływem stresu, nie widziała tylu rozwiązań. Była tylko na jednej wąskiej drodze, na której cały czas pojawiały się napisy „ O Boże, Boże- urząd skarbowy”….

A chodzi przecież o to aby jechać przez życie szerokopasmową autostradą.

Reasumując: życie jest jedną wielką zmianą i zmiany wpisane są w życie każdego z nas, szczęście to twój osobisty stosunek do tych zmian. Możesz przyjmować je z otwartymi ramionami, wiedząc, ze za każdą z nich kryje się następna i następna, a możesz utknąć w kieszeni czasu i narzekać, że „ kiedyś to było lepiej”. Jakąkolwiek decyzję podejmujesz, zaakceptuj jej konsekwencje, w końcu to ty sam ją podjąłeś. No i nie „zatrzymuj kadru”, na końcu zawsze jest jakieś wyjście 🙂

 

Zapraszam na stronę mojego instytutu : Instytut Joanny Delbar