Cisza staje się jednym z największych deficytów ludzkości. Począwszy od hałasu miast, które rozrastają się pochłaniając wielkie połacie lasów, pól, łąk aż po hałas w naszych umysłach, nieustanną gadaninę myśli wywołaną przez stres i napięcie – syndrom czasów w jakich przyszło nam żyć. Codzienna gonitwa, brak czasu, napięte terminy są dziś przyczyną rozpadu relacji, depresji, pogłębiającej się samotności, poczucia odizolowania.  Thich Nhat Hanh mistrz zen, uznawany za ojca uważności, po raz kolejny zwraca się do ludzkości z przepięknym apelem o zauważenie ciszy. Jego ostatnia książka pod takim właśnie tytułem „Cisza” jest wezwaniem do zatrzymania:

  • stań,
  • po prostu stań,
  • weź oddech,
  • zauważ piękno tego świata.

Ostatnio moja znajoma zwróciła mi uwagę na pewien paradoks. Coraz więcej ludzi w naszym otoczeniu wyjeżdża do specjalnych ośrodków i płaci ogromne pieniądze za pomoc w zrzuceniu wagi. Najpierw wydali górę pieniędzy na to, żeby być grubi, a teraz wydają drugie tyle za naukę jedzenia. Płacą wysoką cenę za brak uważności, za brak świadomego słuchania swojego ciała. A wystarczyłaby chwila ciszy, zatrzymania i posłuchania organizmu. Darmowe, łatwe narzędzie. No właśnie, okazuje się, że nie takie łatwe.

Cisza w deficycie 

W przebodźcowanym społeczeństwie pełnym hałasu, pośpiechu, rozwoju, nowych technologii największym deficytem staje się cisza. Po hałaśliwym, obfitującym w pośpiech dniu w pracy wracamy do domów, w których non stop włączony jest telewizor, w którym dwuletnie dziecko siedzi z iPadem, a rozmowa ze starszym polega jedynie na wydawaniu mu komend (znam takie domy). Ba, zasypiamy przy tych telewizorach bo inaczej już nie potrafimy. Bo wraz z ciszą włącza się niepokój, nieumiejętność odnalezienia siebie, ogromny dyskomfort. Stajemy się zombi reagującym na każdy telefon, na każde powiadomienie z facebooka czy messengera. To cisza, a nie woda będzie za chwilę największą naszą potrzebą, bez niej będziemy zamieniać się w wolno umierające roboty.

Szukając szczęścia

Jak pisze Thich Nhat Hanh „wiele czasu spędzamy, szukając  szczęścia, choć świat wokół nas jest pełen cudowności. Samo życie na Ziemi i chodzenie po niej jest cudem, tymczasem większość z nas pędzi, jakby istniało jakieś lepsze miejsce, do którego należy czym prędzej dotrzeć. Każdego dnia, w każdej godzinie woła do nas piękno, ale my rzadko jesteśmy gotowi usłyszeć to wołanie”. Dzisiejsze odkrycia neuropsychologii, badania nad delektowaniem się doznaniami dowodzą niezwykle pozytywnego wpływu na nasz mózg dostrzegania pozytywnych zdarzeń, dostrzegania piękna. Wpływa to na budowanie nowych połączeń neuronalnych, co przekłada się na lepsze samopoczucie, na polepszenie relacji. Ale aby delektować się jakimkolwiek doznaniem trzeba je najpierw zauważyć, a do tego potrzebna nam cisza. I nie chodzi tu o ciszę jako zanik wszelkich dźwięków zewnętrznych, ale ciszę umysłu bo jak pisze Thich Nhat Hanh „radość nie jest możliwa bez przynajmniej pewnej dozy spokoju”.

Kontemplacja ciszy

„Cisza” to książka do kontemplowania, do noszenia jej zawsze przy sobie, sięgania każdego dnia i czytania fragmentów, które mogą być intencją na dany dzień, albo które po prostu pomogą nam się zatrzymać, sprowadzić do stanu „tu i teraz”. Książka oprócz przemyśleń znanego duchowego mistrza zawiera również medytacje, afirmacje, które mogą być użyteczne w konkretnych sytuacjach jak na przykład ta zaraz po przebudzeniu: „Uśmiecham się, budząc się tego ranka. Przede mną dwadzieścia cztery nowiutkie godziny (…)”. Codziennie budzimy się w nowym dniu, z nowym „tu i teraz” i zamiast zauważyć słońce albo mgłę, szron albo kolory liści, niesiemy dzień wczorajszy nie zauważając piękna danej chwili. Widzimy brudne szyby, ale nie to co jest za nimi.

Usłyszeć siebie

cisza : ZarzadzanieStresem.pl

Cisza potrzebna jest nam nie tylko do tego aby zauważyć otoczenie, ale również, a może przede wszystkim do usłyszenia siebie. Do usłyszenia własnych myśli, prawdziwych potrzeb – zauważenia ich i zastanowienia się kim jestem? Tak wiele potrafimy powiedzieć o innych, a o sobie? Czy znamy siebie? Czy jesteśmy świadomi, jak zachowamy się w danych sytuacjach, czy też nasze zachowanie jest nieprzewidywalne bo jesteśmy nieprzewidywalni przede wszystkim dla siebie.

Thich Nhat Hanh stawia wiele pytań o świadomość siebie i podsumowuje je tak: „Najważniejszym priorytetem powinno być dla ciebie znalezienie spokojnego miejsca w sobie samym, w którym będziesz mógł lepiej poznać siebie. Chodzi między innymi o poznanie i zrozumienie własnego cierpienia”.

Biegnąc cierpimy, w hałasie telefonów, telewizorów, polityki – cierpimy. Ten brak ciszy i spokoju powoduje choroby, otyłość, depresję, ale nie słyszymy wołania naszego organizmu o pomoc, nie słyszymy własnego cierpienia. Jak zatem okazać współczucie innym skoro nie mamy zrozumienia dla samych siebie. Autor poświęca osobny rozdział zagadnieniu współczucia, współodczuwania wykazując, że tylko świadomość siebie, świadomość, że każdy z nas doświadcza niepowodzeń, smutku, trudnych sytuacji może nas uwrażliwić na drugą osobę. To właśnie jest głównym powodem nieporozumień w relacjach, fiaska w związkach. Nie słyszymy siebie, a więc nie słyszymy drugiej osoby. I znowu potrzebna jest cisza, cisza zatrzymania, zrobienia przerwy, wzięcia świadomego oddechu. „W naszym umyśle stale jest hałas przez co nie słyszymy wołania życia, wołania miłości. Woła do nas serce,a my nie słyszymy. Nie mamy czasu posłuchać własnego serca”.

„Cisza” to pochwała uważności, świadomego życia, przebudzenia z codziennego automatycznego działania. Oby wśród noworocznych postanowień znalazło się to jedno: zatrzymam się. Czego życzę wam wszystkim z głębi serca.

Autor: Joanna Delbar

Thich Nhat Hanh „Cisza siła spokoju w świecie pełnym zgiełku”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016