Pamiętam dobrze słowa mojej  koleżanki,  które wypowiadała do mnie podczas niemal każdego spotkania przez kilka lat. Kiedy opowiadałem jej o różnych problemach wysłuchiwała cierpliwie i mówiła „bądź tu i teraz”. Mówiła o zatrzymaniu w pędzie świata i o tym, że  jedyne co mamy to TĘ chwilę w teraźniejszości. Nie ma już przeszłości, nie ma jeszcze  przyszłości – jest tylko obecna chwila.

Zatrzymanie w przeszłości

W owym czasie nie bardzo ją rozumiałem. Mój umysł był przeważnie w przyszłości tworząc obrazy tego co chcę osiągnąć, ale częściej tworząc scenariusze tego co złego może się wydarzyć. Nie zdawałem sobie sprawy jakie to tworzy napięcia w moim ciele, nie mówiąc  już o niekorzystnym wpływie na  psychikę. Byłem ciągle rozdrażniony, nie umiałem do końca wypoczywać i relaksować się, nawet bieganie, które zawsze dla mnie było przyjemnością, stawało się pozycją do odhaczenia na liście codziennych zadań. Utraciłem radość a także sens życia. Gdzieś w zakamarkach mojego umysłu słowa o uważności, o której usłyszałem  cały czas były i jak pokazały późniejsze wydarzenia stały się dla mnie zbawienne.

Zmiany w życiu

W pewnym momencie mojego życia na skutek zbiegu okoliczności, do których oczywiście także się przyczyniłem, legło w gruzach moje życie zawodowe i osobiste, a słowa o byciu tu i teraz wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. I to od nich rozpocząłem moją przygodę z samorozwojem.

W owym czasie byłem bardzo przerażony tym co może wydarzyć się w przyszłości na skutek sytuacji, w której się znalazłem. Wiedziałem jedno: chcę to przeżyć, ale jak gdy wszystko wokół mnie się zawaliło. Pomyślałem wtedy, że  skoro sprawy obrały obrót, którego w najciemniejszych scenariuszach nie przewidziałem, to może jest to ten jedyny moment abym zmienił coś w swoim życiu. Zacząłem poszukiwać samorozwojowej literatury, która pomogłaby mi się uporać z tym co się działo w moim umyśle. Przeczytałam kilkanaście książek i rozpocząłem proces, korzystając z różnych form pracy nad sobą, co w konsekwencji doprowadziło mnie do głębokich zmian osobistych. Dzisiaj wiem, że rozpoczęty proces samorozwoju nigdy się nie kończy i właśnie to jest dla mnie najważniejsze, że im dalej wchodzę w temat, tym ciekawsze rzeczy odkrywam.

Krok pierwszy

Pierwszym krokiem, który uczyniłem, aby uratować siebie było uspokojenie mojego przerażonego umysłu. Pomogły mi w tym praktyki uważności. Zacząłem się przyglądać swoim myślom, następnie emocjom, aż powoli zaczynałem zdawać sobie sprawę, że szczęście nie zależy od tego jaki będę miał samochód czy stan konta, a także nie zależy od tego jak inni ludzie będą mnie postrzegali.  Najważniejszą nauką z tego okresu było to bym się nie utożsamiał ze swoim umysłem,  traktował umysł jedynie jako narzędzie do rozwiązywania zadań, a nie piewcę prawdy objawionej.  Dla mnie, który do tej pory traktował to co podpowiadał mi umysł jako najświętszą prawdę, było to odkryciem na miarę lotu na księżyc. Zdałem sobie sprawę, że szczęście nie przychodzi z zewnątrz i jest niezależne od tego co się dzieje wokół mnie,  zależy jedynie od stanu mojego wnętrza. To odkrycie było kolejnym krokiem milowym w moim samorozwoju. Pomaga mi to w sytuacjach, które nie do końca przebiegają według mojego planu. Powtarzam sobie wtedy, że świat jest taki jaki być powinien i może to co bardzo chcę od niego otrzymać nie musi być dla mnie najlepszym rozwiązaniem. W takich chwilach warto być po prostu uważnym , posłuchać bardziej ciała niż umysłu, dać przestrzeń i czas zarówno sobie jak i innym.

Dzisiaj już wiem, co znaczy być tu i teraz, pomimo, że droga do tej wiedzy była wyboista a czasami nawet prowadziła przez prawdziwe skały. Wiem jedno: nie trafiłbym na nią, gdyby nie trudności czy nawet dramatyczne chwile, których doświadczyłem w swoim życiu.