Emocje – dlaczego warto mieć ich świadomość ?

Jak często stojąc w korku złościsz się na wszystko dookoła? Co powoduje, że nie lubisz progów zwalniających, ludzi wpadających na Ciebie na ulicy i awarii tramwajowych? Czy jesteś niewolnikiem takich zdarzeń – czy może mimo wszystko masz jednak odrobinę wolności w pośpiechu?

Historie codzienne

Emocje. Dworzec Centralny, Warszawa. Niedzielny ciepły wieczór, szłam z przyjaciółką i psem. Pies jest wyjątkowy, bywa w różnych miejscach, potrafi się zachować. Niemniej jednak jest nadal psem. Bywa spontaniczny – cecha która nie mieści się w tabelce w Excelu i kalendarzu w smartfonie.
Za nami szła Pani. Miała znaczącą przewagę w sytuacji w której zetknął nas los – Pani widziała wyraźnie co jest przed nią, a my zupełnie nie widziałyśmy tego co za nami. Ani ludzie, ani psy nie mają oczu dookoła głowy a kąt widzenia większości żyjących istot nadal nie wynosi 360 stopni. (Pod tym względem konie mają najlepiej, widzą niemal wszystko, 340 stopni!) W pewnym momencie pies na chwilę zmienił kierunek. Zdarza się – nawet tak jak w tej sytuacji, gdy pies idzie przy nodze na krótkiej smyczy. Jak przypuszczam, zmusił osobę idącą za nami do zatrzymania się lub zmiany kierunku i tempa. Pies nie stracił rezonu, ale Pani straciła nad sobą panowanie.
Patrz gdzie idzie Twój pies!” – zaczęła krzyczeć. I to krzyczenie trwało chwilę, Pani poproszona o bardziej uprzejmą formę wypowiedzi zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej. Co ciekawe, Pani nie zatrzymała się, nie wybrała innej drogi, mimo że mogła, była masa miejsca dookoła, szła za nami i krzyczała. Krzycząc i spiesząc się, przepychając się między nami, ciągnąc za sobą wielką walizkę, poszła dalej, otoczona niewidzialną chmurą własnej złości.

„Ludzie nie panują nad emocjami” – powiedziała moja przyjaciółka. „Są sfrustrowani i nie są w stanie pomieścić swoich emocji”.

Niewiele trzeba w dzisiejszym świecie, żeby nie pomieścić swoich emocji. Deadline. Efekty. Zadania do wykonania. Godzina, na którą chcemy dotrzeć. Zmęczenie, głód, niewyspanie. Czas, którego ciągle za mało.

Potęga słów

Słowa mają moc. Słowa są energią, wypuszczone na wolność kreują rzeczywistość. Te wykrzyczane przez Panią brzmiały w nas przez chwilę, wywołując mało radosne myśli. Jedną z nich była refleksja o tym, jak łatwo jest, ciągnąc swoje życiowe, te mniej i bardziej metaforyczne bagaże, zapomnieć o empatii. Kiedy piszę te słowa, mam w sobie dużo współczucia do osoby, która gotując się ze złości nakrzyczała na dwie obce kobiety i gapowatego czasem psa. Złość jest emocją, która przesłania zdrowy rozsądek. „Z reagowaniem pod wpływem złości jest jak z sikaniem w spodnie – przez chwilę czujesz ulgę i ciepło, a później jest Ci już tylko głupio i mokro” – taką myśl usłyszałam parę lat temu.

Zapadło mi to zdanie w pamięci, w pewnym sensie dokonało rewolucji w moim sposobie radzenia sobie z własną złością, której kiedyś było we mnie bardzo dużo. Odkąd zorientowałam się, że za wybuchy złości płacę ogromną cenę – z reguły doświadczając bardzo silnego wstydu, zaczęłam obserwować siebie i mam w tej chwili duży dystans do własnych myśli i uczuć. Za każdym razem, kiedy pod wpływem złości cisną mi się na usta przykre słowa, zadaję sobie pytanie o to, jakiego znaczenia nabiorą kiedy je wypowiem. Co mają przynieść drugiemu człowiekowi, jaką wartość wnieść w jego życie? Z reguły dochodzę do wniosku, że nic dobrego nie wniosą, a ja zostanę z uczuciem, że jest mi mokro i głupio.

Badania prowadzone w obszarze wpływu emocji na procesy poznawcze człowieka wykazują wyraźny wpływ emocji nie tylko na zachowanie, ale także na sposób, w jaki postrzegamy sytuacje w których się znajdujemy. Kontekst emocjonalny wpływa na ocenę zjawisk i może znacząco kierunkować działania, które podejmujemy. W przypadku osoby, którą spotkałam, domniemywać można że jej własne emocje, których doświadczała, wpłynęły na poznawczą ocenę i reakcję wobec naszej niefortunnej trójki – nie tylko potraktowała nas jako przeszkodę, ale także z wielu możliwych zachowań wybrała takie, które służyło bieżącemu rozładowaniu skumulowanego napięcia. Przypuszczam że szybka awantura przyniosła ulgę – warto jednak przyjrzeć się szerszemu kontekstowi sytuacji. Nagromadzone emocje prawdopodobnie mocno zawęziły zdolność racjonalnej oceny sytuacji oraz dokonania wyboru najlepszego rozwiązania – z jakiegoś powodu Pani z walizką postanowiła iść za nami krok w krok, zamiast skorzystać z wolnej przestrzeni korytarza której dookoła było naprawdę sporo.

Którą drogę wybierasz

W życiu mogę wybierać różne ścieżki, kierując się własną wygodą. Idąc w tłumie, który mi przeszkadza, mogę z niego wyjść. Kiedy widzę parę z nieporadnym dzieckiem lub zwierzęciem, mogę ich ominąć szerokim łukiem, jeśli nie mam cierpliwości. Żyjąc wśród ludzi mogę liczyć się z ich niedoskonałościami, nie oczekując zachowań pod moją własną, niewidzialną linijkę. Czując złość, mogę po prostu głęboko odetchnąć i zastanowić się, o co mi tak naprawdę chodzi. Moim kluczem do własnej emocjonalnej wolności jest zdolność rozpoznawania tego, co się ze mną dzieje i rozumienie wpływu własnego samopoczucia na ocenę zdarzeń i mechanizmy stojące za dokonywaniem wyborów. Jest to narzędzie niełatwe w użyciu – wymaga bowiem nieustannej chęci do samoobserwacji. Jednocześnie jest dostępne w każdej chwili i dla każdego.

A Pani z dworca, oraz wszystkim innym spieszącym się w niedzielne wieczory, wszystkim których denerwują ludzie, psy i dzieci, życzę pisząc ten tekst, żeby złapali dystans do samych siebie. Prędzej czy później znowu ktoś wejdzie Wam pod nogi. Takie życie. Zadbajcie o to, żeby nie było Wam głupio i mokro.

Autorką tekstu jest: Ewa Ambroziak