Kurs MBSR: moje spotkanie z uważnością (mindfulness)

Dlaczego zainteresowała się pani kursem MBSR?” – spytała mnie prowadząca kurs Ania Kolasińska podczas naszej wstępnej konsultacji telefonicznej.

Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu czułam, że kurs MBSR – czyli 8-tygodniowy trening redukcji stresu metodą mindfulness (uważności) – to coś dla mnie, odkąd tylko o nim usłyszałam. Niewiele wiedziałam o samym kursie, ale właściwie nawet nie szukałam tej wiedzy, bo byłam pewna, że kurs da mi to, czego potrzebuję.

Co czeka nas na kursie MBSR?

Miałam rację: kurs okazał się strzałem w dziesiątkę. Osiem tygodni wytężonej pracy – intensywne, 3-godzinne spotkania, a do tego codzienna praktyka własna w domu i trochę pisania o tym, co się pojawiło. A pojawiało się wiele. Kurs obejmuje sobą różne sfery fizycznego i psychicznego funkcjonowania: ciało, ruch, oddech, uczucia, myśli, relacje… Oprócz teoretycznego wprowadzenia na zajęciach i w materiałach, nad każdą z tych sfer uczestnik pracuje samodzielnie pomiędzy spotkaniami. Praca obejmuje głównie codzienne medytacje, ale także – wprowadzanie uważności do codzienności.

Uważność a… (joga, NVC, self-reg, neurobiologia)

Niewiele znalazłam rzeczy całkowicie dla mnie nowych, o wszystkim już gdzieś słyszałam, czytałam, próbowałam. Medytacja, oddechy i uważny ruch to coś, czego zaznałam podczas praktyki jogi. Uważne spojrzenie na myśli i uczucia oraz mechanizmy powstawania i potęgowania stresu kojarzyły mi się mocno z podejściem Self-Reg (metoda samoregulacji Stuarta Shankera), a uważność w relacjach ma bardzo dużo wspólnego z moim ukochanym NVC (Porozumienie bez Przemocy stworzone przez Marshalla Rosenberga). Te powiązania jednak wcale mi nie przeszkadzały w pogłębianiu wiedzy i praktyce. Wręcz przeciwnie, ogarniało mnie często niesamowite uczucie łączności wszystkiego ze sobą, jakiejś większej sensownej całości, która tworzy piękną harmonię.

Uważność – mój „powrót do domu”

Wiele momentów kursu było dla mnie ważnych, ale jeden szczególnie zapadł mi w pamięć. Uważny spacer… Pamiętam jak przechadzałam się niespiesznie wśród drew w mroźny poranek, odczuwając powiew wiatru na twarzy, oglądając z bliska liście i wąchając korę drzew. Poczułam wtedy, jakbym wracała do dawno minionych lat, gdy z uważnością przeżywałam każdy dzień. Gdy zachwycałam się niebem, chodziłam bez celu i po prostu cieszyłam się byciem. Wtedy z oddechem ulgi nazwałam uważność moim „powrotem do domu”, do siebie, do swojej prawdziwej natury. To właśnie wtedy bardzo mocno poczułam, że uważność jest w gruncie rzeczy czymś, co bardzo dobrze znam, mimo, że nigdy wcześniej świadomie nie oddawałam się medytacji czy uważnym oddechom.

Akceptacja – największe odkrycie

Tak, uważność przyniosła mi ulgę, połączoną z niesamowitą łagodnością i akceptacją wobec siebie samej i tego, co mnie spotyka. To właśnie ta akceptacja jest dla mnie największym odkryciem i „zyskiem” z kursu – podejście oparte na przyjmowaniu wszystkiego takim, jakie jest – bo i tak takie jest. Od czasu uczestnictwa w kursie intencja akceptacji i łagodności przyświeca mi codziennie. Staram się podchodzić w ten sposób do swoich uczuć, trudności, konfliktów. Zaakceptować to, że czuję się właśnie tak, a nie inaczej, po to, by dopiero z tego miejsca ruszyć dalej, z łagodnością dla siebie, zamiast krytyki i samobiczowania.

MBSR – co mi zostało po kursie?

Kurs MBSR dał mi bez wątpienia wiele: praktykę medytacji (z początku bardzo trudną), podejście pełne łagodności i akceptacji (której bardzo potrzebuję), umocnienie i potwierdzenie wiedzy, którą mam z innych źródeł. Na stałe zostały ze mną także dwa zdania: „nie muszę teraz o tym myśleć” – czyli to ja decyduję o swoich myślach, to ja nimi rządzę, a nie one mną – oraz „jedna rzecz naraz” – czyli skupienie na tym, co robię w tej chwili, bez „wielozadaniowości” i natłoku konkurujących ze sobą myśli. Te dwa zdania bardzo mnie wspierają, pomagając mi odzyskać równowagę i dać chwilę przestrzeni na wybór i decyzje.

Uważność – brakujący element

Idąc na kurs MBSR, miałam nadzieję, że uważność będzie jednym z brakujących elementów układanki, którą układam sobie od jakiegoś czasu na drodze mojego osobistego rozwoju. Nie pomyliłam się – właśnie tak to teraz widzę. Dzięki kursowi mogłam na własnej skórze poczuć to, o czym czytałam i słyszałam w wielu miejscach (pozytywne skutki medytacji i umiejętności „zatrzymania się”, uważne podejście do myśli i uczuć, waga uważnego podejścia w codzienności…) – a wszystko w atmosferze pełnej akceptacji, pod łagodnym spojrzeniem prowadzącej (dziękuję Aniu!) i otoczona empatią i zrozumieniem pozostałych uczestników.

Autorką tekstu jest Joanna Moczkowska, która prowadzi blog jak-awokado.pl