Minimalizm dobry na stres

Często słyszę pytanie, czy minimalizm może pomagać w ograniczaniu stresu w życiu, czy może być na niego lekarstwem. Uśmiecham się wtedy sama do siebie, bo to właśnie poszukiwanie sposobu na stres sprawiło, że trafiłam na pojęcie minimalizmu i zainteresowałam się nim. 

Od pośpiechu i nadmiaru do minimalizmu

To było niemal osiem lat temu. Pracowałam jako tłumaczka na etacie w biurze, a jednocześnie przyjmowałam wiele zleceń poza pracą etatową, dorabiałam sobie również korepetycjami z języków obcych i jako konsultantka kosmetyczna. Niewiele zostawało mi czasu na inne zajęcia niż zarabianie pieniędzy. Żyłam w ciągłym pośpiechu. Brakowało mi snu i odpoczynku. Życie rodzinne i towarzyskie też cierpiało, utrzymywałam wiele różnych relacji, ale były one bardzo powierzchowne. 

Miałam swoje ulubione lekarstwo, które miało wynagradzać mi cały ten wysiłek i życie w napięciu. Moją odskocznią od pośpiechu i natłoku zajęć były wizyty w centrach handlowych i często bardzo nieprzemyślane zakupy. Wydawałam beztrosko, w szybszym tempie niż zarabiałam, więc stan konta wciąż się pogarszał. Jedynym sposobem, by temu zaradzić, jak się wydawało, było pracować jeszcze więcej i wydajniej, by premia rosła. Moje życie stało się szalonym błędnym kołem: wydawałam, by wynagrodzić sobie to, że tak wiele pracuję, a pracowałam tak dużo, by móc wydawać jeszcze więcej. 

Jednak nie było mi z tym dobrze: z ciągłym pośpiechem, niedospaniem, brakiem ruchu, rosnącymi długami. Z nieporządkiem w mieszkaniu, bo rzeczy wciąż przybywało, nie mieściły się już nigdzie. Często całymi godzinami szukałam ważnego dokumentu, który gdzieś zaginął, pod stertami papierów. „Nie ogarniałam niczego”, mówiąc potocznie, i wydawało mi się, że wynika to z mojej nieudolności i złej organizacji. Byłam osobą bardzo zestresowaną i sfrustrowaną. To przekładało się również na moje zdrowie, źle sypiałam, a stres odbijał się na wyglądzie mojej skóry i na zdrowiu, bardzo dokuczały mi dolegliwości układu pokarmowego.

minimalizm : ZarzadzanieStresem.pl

W poszukiwaniu wolnego czasu

Szukając remedium na te wszystkie dolegliwości, trafiłam na zupełnie inne podejście niż propozycje systemów organizacji czasu, zarządzania sobą w czasie etc. Amerykański bloger Leo Babauta na blogu Zen Habits pisał o minimalizmie jako o sposobie na upraszczanie życia. Opowiadał o eliminacji stresu, poprawie jakości życia, spłacaniu długów, zmianie nawyków konsumpcyjnych, spowalnianiu poprzez odejmowanie tego, co zbędne, dobrowolne samoograniczanie. Zrazu takie podejście wydało mi się nierealne w mojej ówczesnej sytuacji, ale z drugiej strony bardzo kuszące. Zawsze lubiłam prostotę. Pomyślałam, że spróbuję zacząć wdrażać przynajmniej niektóre z proponowanych przez Leo zmian. 

Redukcja nadmiaru

Uświadomiłam sobie, że moim problemem jest przede wszystkim nadmiar. Pracy, zajęć, rzeczy i bodźców. Zamiast jak wcześniej dodawać kolejne, zaczęłam je redukować. Stopniowo eliminować. Pozbywać się niepotrzebnych, kupionych pod wpływem chwili przedmiotów. Zamykać poszczególne zobowiązania poza pracą etatową, spłacać długi, zmieniając jednocześnie zwyczaje zakupowe. Coraz uważniej przyglądać się swoim decyzjom, sposobom spędzania wolnego czasu. Zadawać sobie ważne pytania: dlaczego zachowuję się w określony sposób, dlaczego biorę na siebie zbyt wiele obowiązków, wciąż się spieszę, nie pozwalając sobie na sen, odpoczynek i chwile zatrzymania. 

To był bardzo długi i wieloetapowy proces. Opisywałam go dokładniej na bieżąco na moim blogu (prostyblog.com), a potem w dwóch książkach, Minimalizm po polsku i Minimalizm dla zaawansowanych. Po ośmiu latach tej pracy nad sobą w moim życiu panuje równowaga i spokój, a poziom stresu jest wystarczający, ani za mały, ani za duży, w sam raz taki, by czasem mobilizować mnie do działania. Stosowanie zasad minimalizmu bardzo pomogło mi w osiągnięciu tego stanu. 

Początek drogi do umiaru

Pierwszym obszarem, gdzie minimalizm pomaga zredukować stres, jest sfera materialna, nasze otoczenie (szafa, mieszkanie, dom, biuro, a nawet zawartość damskiej torebki). Gdy pozbywamy się tego, co zbędne, co straciło swoją użyteczność, stało się przestarzałe, nie pasuje już do naszego aktualnego życia, zyskujemy przestrzeń i przejrzystość sytuacji, ale też w takiej luźniejszej przestrzeni o wiele łatwiej zaprowadzić i utrzymać porządek. Mniej więc szukania zaginionych przedmiotów, mniej także frustracji związanych z niedostosowaniem stanu posiadania do swoich bieżących potrzeb. 

Pozbywając się nadmiaru rzeczy, zwykle zaczynamy też wdrażać bardziej racjonalne podejście do konsumpcji i wydawania pieniędzy. Analizując przyczyny nagromadzenia nadmiaru, możemy dostrzec swoje błędy i rozpocząć pracę nad opanowaniem finansów osobistych, naukę oszczędzania, wypracować bardziej racjonalne nawyki zakupowe i konsumpcyjne. Unikamy jakże częstego źródła stresu, jakim są nieuporządkowane finanse, zadłużenie, brak oszczędności, niewłaściwe planowanie wydatków.

Zmiany mogą pójść jeszcze dalej

Redukujemy liczbę zajęć, skupiając się tylko na tych, które uważamy za najistotniejsze. Dążymy do tego, by mieć więcej wolnego czasu, częściej odpoczywać. Wreszcie udaje się wygospodarować czas na codzienną dawkę ruchu, na sen i relaks. A to procentuje lepszym samopoczuciem, mniejszym ryzykiem zachorowania. Kolejny potencjalny stres odpada.

A gdy udaje się znaleźć więcej czasu na inne sprawy niż zarabianie i wydawanie pieniędzy, siłą rzeczy uważniej rozglądamy się po naszym najbliższym otoczeniu i więcej uwagi poświęcamy ludziom nam bliskim. To także szansa na ograniczenie stresów, bo więcej czasu i uwagi to potencjalnie mniej konfliktów i lepsza komunikacja, większe szanse na dostrzeżenie swoich wzajemnych potrzeb. 

Na co dzień najbardziej doceniam to, że dzięki stosowaniu minimalizmu nie muszę podejmować skomplikowanych decyzji związanych z różnymi wyborami. Każdy chyba kiedyś doświadczył frustracji związanej z koniecznością dokonania wyboru spośród dużej liczby możliwości. Chociażby w sklepie spożywczym, stojąc przed półką z np. kawą i herbatą. Tak wiele opcji, wszystkie wydają się atrakcyjne. Samych rodzajów zielonej herbaty co najmniej kilkanaście. Różne marki, różne formy – torebki, herbata liściasta, różne dodatki i aromaty. Niby świetnie, bo każdy lubi mieć wiele możliwości. Ale gdy tych wyborów trzeba każdego dnia podejmować wiele, na każdym kroku, traci się w ten sposób mnóstwo energii i czasu. Dlatego minimalizm, polegający na tym. że dobrowolnie zawężam sobie zakres opcji, spośród których wybieram, pozwala mi oszczędzić sobie tych rozterek i stresu związanego z trudnością wybrania spośród wielkiej ilości atrakcyjnych możliwości. Czy to na zakupach, czy przed własną szafą, czy w kuchni – staram się, by mieć jasno określone kryteria, dzięki którym proces podejmowania decyzji przebiega szybko i bezstresowo. 

Ścieżka poznania siebie

Minimalizm pojmowany jako narzędzie do upraszczania życia jest świetną metodą do poznawania siebie i do pracy nad sobą. A im lepiej siebie znamy, im więcej o sobie wiemy, tym bardziej odporni stajemy się na ewentualne stresy i tym rzadziej sami generujemy sobie stresujące sytuacje. Przecież za sporą część stresu obecnego w naszym życiu odpowiadamy my sami. I właśnie w tym może nam on pomóc: zmusza do zadawania sobie pytań, zastanawiania się nad codziennymi decyzjami, analizowania ich motywów, więc sprzyja znajdowaniu przyczyn codziennego stresu. 

Na pewno minimalizm nie jest cudownym lekarstwem na stres, ale może pomóc w znaczącym ograniczeniu jego ilości, ale też zwiększyć naszą odporność na to, co może nas frustrować czy niepokoić.