Najcenniejsza na świecie… nasza uwaga

Uwaga to nasz najcenniejszy mechanizm, który decyzje o naszym samopoczuciu i zachowaniu. To właśnie o nią nieustannie walczą dwa światy w których żyjemy. Zewnętrzny w postaci ludzi, billbordów, telewizji, radia, witryn sklepowych, ulotek oraz wewnętrzny, który tworzy umysł.
Z tym pierwszym zaczęłam radzić sobie 7 lat temu, kiedy zrezygnowałam z wykupienia abonamentu telewizyjnego na kolejny miesiąc. I tak zostało do dnia dzisiejszego. Mam telewizor ,ale korzystam z niego do oglądania konkretnych treści. Przyznam, że czuję się z tym fantastycznie, zwłaszcza kiedy mam możliwość wpaść w telewizyjny korek i doświadczyć wpływu TV na moje samopoczucie. Czasami będąc u rodziców, pozwalam wkleić się mojej uwadze w obraz na ekranie. Bywa, że orientuję się po 30 minutach, że biegam po kanałach licząc na coś ciekawego. Ostatnio zrobiłam eksperyment i około godz. 21.00 przebiegłam po wszystkich, czytając nazwy filmów i programów wyświetlanych na dole ekranu. Mogłam sobie zafundować kilka horrorów lub katastroficznych produkcji oraz programów o seryjnych mordercach i chorobach. Nic, co dałoby mi spokojny sen.

Klik, klik

Już w latach 60 Herbert Krugman, kierownik badań opinii publicznej General Electric rozpoczął badania nad zmianami fizjologicznymi w mózgu w trakcie oglądania telewizji, które prowadzone są intensywnie do dnia dzisiejszego. Tłumaczą one, dlaczego po ciężkim dniu w pracy, kiedy nasz układ nerwowy jest jeszcze mocno pobudzony, siadamy przed TV. Patrzymy, patrzymy, tylko patrzymy. Oglądanie telewizji po prostu nas relaksuje (choć to relaks całkowicie pozorny). Dzieje się, tak gdyż czynność ta praktycznie nie wymaga aktywności mózgu i zwalnia nas z myślenia. Jest bardzo skutecznym narzędziem, dzięki któremu uciekamy od siebie, od myśli, które walczą o zaistnienie w naszej świadomości. Ale czy dobrym dla nas? Doktoranci z University of Texas w Austin, na podstawie prowadzonych badań na grupie 18-29-latków stwierdzili, że długie oglądanie np. seriali sprzyja samotności i depresji. Podobny wpływ na nas ma Internet, w którym programy telewizyjne zastępujemy oglądaniem stron o tak naprawdę obojętnych nam treściach typu newsy dot. celebrytów lub o aktualnych doniesieniach ze świata, które podnoszą nam poziom lęku.

Papierek lakmusowy

Pamiętam, jak moja córka przyszła do domu wypytując mnie o to co zobaczyła w telewizji. Widziałam w jej 6-letnich oczach strach i niepewność. Jasne, że nie chodzi o to, by izolować dzieci od informacji, ale TV nie jest dobrym źródłem ich pozyskiwania. Badania udowadniają, że telewizja dosłownie niszczy wrażliwość dzieciaków oraz ich wyobraźnię. Pytanie czy my je wciąż mamy? To co teraz oglądamy i słyszymy jest dla nas zwyczajne i codzienne, choć kiedyś budziłoby zupełnie inne emocje. Telewizja i Internet kształtują nasze przekonania o świecie i czy chcemy czy nie, wpływają na nas w bardzo silnym stopniu. Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, jak bardzo jesteśmy poddani ich oddziaływaniu. Oczywiście, oglądając telewizję dajemy sobie iluzoryczny wybór treści, które przyswajamy, ale tak naprawdę znikomy procent z tego co do nas dociera nam służy. Jeśli relaksujemy się oglądając komedię, w której małżeństwo przez pól filmu strzela do siebie, to chyba coś jest nie tak.

Neurony lustrzane

Czy skoro śmierć nie jest naprawdę, możemy bezkarnie się nią karmić? Badacze udowadniają, że każdy z nas ma w mózgu neurony lustrzane, które uaktywniają się kiedy wykonujemy jakąś czynność lub kiedy oglądamy jak ktoś ją wykonuje. Tak więc, kiedy oglądamy nieprzyjemne rzeczy, w naszym mózgu zachodzi proces dokładnie taki sam, jaki zaszedłby gdyby działo się to naprawdę. Oczywiście im silniejsze emocje wywołuje obraz, tym większy ma na nas wpływ. I tak ostatnio nakarmiłam emocjami moją córkę. Oglądałyśmy w kinie film dla dziecka (bez ograniczeń wieku), który zaczął się od spalenia żywcem najlepszego przyjaciela, psa głównego bohatera. Na sali płacz.. i mnie też było smutno.

Nawyk

Nawyki nie jest łatwo zmienić, ale z pewnością warto to zrobić, jeśli uważamy, że nam nie służą. I jeśli chcemy wygrać bitwę z naszym wewnętrznym malkontentem, który powie „dzisiaj nie, jutro, nie ma sensu, dzisiaj jesteś zmęczona, pozwól sobie, należy ci się”, warto się solidnie przygotować do zmiany, której chcemy doświadczyć. W przypadku TV najprostszą metodą jest po prostu nie wykupywanie abonamentu. A jeśli nie zdecydujemy się na taki eksperyment lub po prostu bardzo często korzystamy z internetu, przyda nam się trening uwagi, której nie będziemy automatycznie zawieszać na kolejnych tragicznych doniesieniach, a świadomie skierujemy na coś, co jest dla nas dobre. Tam gdzie idzie nasza uwaga, tam idzie cała nasza energia. Warto nią dobrze zarządzać i zyskać cenny czas.