O otwartym umyśle…

Oto Kasia lat 3 i pół. Kasia obudziła się rano, wyjrzała przez okno i mówi: o nie… znowu pada, a miała być taka ładna pogoda. Głowa mnie boli przez ten deszcz… i przez Karolka. Ten okropny Karolek rok temu zabrał mi w piaskownicy wiaderko, ale ja to ciągle pamiętam, ciągle nie mogę się z tym pogodzić… Tyle było łez i strat. Gdzie ta tabletka? Głowa mi pęka od tego deszczu… A jeszcze trzeba jechać na obiad do cioci. Koszmar – dwa koty, zostawią mi sierść na ubranku, znowu się ubrudzi, a to jedynie moje ładne ubranko… Jak Karolek zabierał mi wiaderko to też mi ubrudził ubranko… i znowu pada… ach to zmęczenie, ach to życie… beznadzieja…

Dziwne dziecko z tej Kasi prawda? Takie jakieś niezadowolone, marudzące… Zupełnie nie jak dziecko… No właśnie. Założę się, że nigdy nie spotkaliście takiego dziecka. Przynajmniej ja nie spotkałam. Nie spotkałam dziecka, które narzeka na pogodę: że za zimno w zimie, za gorąco w lecie…, że pada jesienią…że latem za długo nie ma deszczu…Nie spotkałam dziecka, które nie bawi się z Karolkiem, bo cały czas pamięta, że rok temu zabrał mu wiaderko… Nie spotkałam dziecka, które przejmuje się tym jak wygląda i unika zwierząt, bo je pobrudzą…Nie spotkałam dziecka, które po dwugodzinnej zabawie mówi: jestem zmęczony(a)… Nie spotkałam dziecka, które narzeka….

Macie styczność z dziećmi? Obserwujecie je? Ich podejście do świata, do rozwiązywania problemów, do zmęczenia, do konfliktów, do zabawy, do smutku, do radości… Dziecko jest zawsze „tu i teraz”. Pada deszcz – niestraszne mu kałuże, jest ulewa – są super zabawy w domu, upał – rozbiera się i wskakuje do fontanny. Pokłóciło się z Karolkiem? Popłacze 5 minut i za chwilę dalej się z Karolkiem bawi… Nie „pielęgnuje” w sobie pamięci, rozczarowań, nie ma oczekiwań, nie jest sfrustrowane zmianą pogody… Kiedy jest zmęczone po prostu zasypia. A kiedy się obudzi, jest uśmiechnięte niezależnie od okoliczności, aury, zabranego rok temu wiaderka…

Dziecko ma fantastyczny kontakt ze swoim ciałem, zawsze wie ile zjeść, zawsze wie kiedy odpocząć… Nigdy się nie spieszy… Idzie na spacer bez planu, bez wyznaczenia celu, bo przecież tyle rzeczy może wydarzyć się po drodze… Zachwyci się motylkiem, kwiatkiem, porzuconym papierkiem, psią kupą… Kiedy się bawi, zajmuje je jedna rzecz… Albo wgapia się w oglądaną bajkę, albo czyta, albo składa klocki, ale nie wykonuje tych trzech rzeczy jednocześnie.
Właśnie z powodu doskonałego kontaktu z ciałem, a nie tkwienia w umyśle, dzieci mają tak dużo energii, radości… Ich otwarty umysł jest ciekawy właśnie tego motylka, kwiatka, ale też papierka, peta na ulicy, psiej kupy, pana o innym kolorze skóry… Dziecko nie odwraca się od żadnej z tych rzeczy, fascynuje je każda inność, każda nowość… W jego umyśle nie ma jeszcze ocen, oczekiwań, a tym samym rozczarowań, bo miało być inaczej niż zaplanowało…
Warto mieć umysł dziecka… Umysł otwarty na wszystko, co przynosi dzień… Umysł dostosowujący się do okoliczności, akceptujący, ciekawy świata, ludzi, zdarzeń, zmian. A przede wszystkim umysł, który nie pamięta, że rok temu ktoś nam zabrał wiaderko…