Znacie słynne zdjęcie Alberta Einsteina z językiem na wierzchu? Zwróciliście uwagę na jego oczy pełne radości, humoru i psotliwości? Na zdjęciu jest już bardzo dojrzałym człowiekiem, a w oczach ma tyle dziecka. Podobno tajemnica  radości tkwi w fizyce kwantowej. Podobno Einstein odkrył te tajemnice, a właściwie potwierdził to ,co od ponad trzech i pół tysiąca lat praktykują buddyści – rzeczywistość poza rzeczywistością, poczucie pełnej otwartości znane pod pojęciem pustki, nicości.

Czytając książkę Yongey Mingyur Rinpoche „Żyj z radością” po raz kolejny w swoim życiu stwierdziłam, jak nikła jest nasza znajomość praw naturalnych, zawartych m. in.w fizyce i chemii. Może gdybyśmy uważniej zagłębili się w te prawa, radość byłaby częściej obecna w naszym życiu, o ile wręcz nie byłaby powszechna.

W poszukiwaniu radości

Yongey Mingyur Rinpoche jest buddyjskim mnichem, podróżującym po świecie i przekazującym myśli i doświadczenia Wschodu w zakresie medytacji i nauki praw naturalnych raczkującemu w tych dziedzinach Zachodowi. Przy współpracy z naukowcami z Waisman Laboratory for Brain Imaging and Behavior, gdzie sam został poddany wielu badaniom, propaguje współczesne badania naukowe dotyczące medytacji. Badania, które wskazują dziś wyraźnie na to, że systematyczna praktyka medytacyjna uaktywnia te obszary mózgu, które odpowiedzialne są za szczęście i współczucie.

Testy te,  którymi zajęły się już prawie wszystkie uniwersytety świata, wskazują dziś wyraźnie na wpływ medytacji na nasze DNA, na łagodzenie bólu, na uspokojenie systemu nerwowego, na łagodzenie przyczyn stresu. Medytacja zaczyna być używana jako narzędzie wspomagające pacjentów w tradycyjnym leczeniu w medycynie zachodniej, a liczne badania potwierdzają jej skuteczność.

radosci

Medytacja ku radości

Yongey Mingyur Rinpoche tłumaczy zasady wpływu medytacji na nasz umysł za pomocą zmian  dokonujących się w mózgu (wyraźnie oddziela umysł od mózgu) w sposób wymagający od nas skupienia, a czasami nawet trzykrotnego przeczytania danego zagadnienia. Dlatego „Żyj z radością” przeznaczona jest dla osób zaawansowanych, które mają już doświadczenie w medytacji, ale chciałyby pogłębić wiedzę, logicznie uporządkować sobie zachodzące w nas pod wpływem medytacji procesy.

A w jaki sposób medytacja może konkretnie przyczynić się do życia z radością? Przytoczę tu słowa autora świadczące o nieograniczonej możliwości dokonywania zmian w sposobie naszego myślenia.  

Niektórzy ludzie nie mogą znieść uczucia gorąca albo zimna. Twierdzą, że umrą , jeśli wyjdą na zewnątrz w upalny dzień. Nawet kilka kropelek potu sprawia, że czują się okropnie. Ale jeśli lekarz, któremu ufają powie , że dziesięć minut codziennie w saunie polepszy ich zdrowie fizyczne, posłuchają go, szukając doświadczenia, którego wcześniej nie mogli znieść, a nawet płacąc za nie. Będą siedzieć w saunie myśląc: „Ale miło, pocę się! To naprawdę cudowne uczucie”. Robią tak ponieważ zmienili umysłowe postrzeganie doświadczenia gorąca i pocenia się. Nadali tym zjawiskom inne znaczenie.

W ten sposób tworzymy nowe ścieżki neuronowe, stare doświadczenie jest wypierane przez nowe. Potrzebna jest do tego jedyne nasza koncentracja i prawdziwa potrzeba, przez autora nazywana w książce zamiarem. Czynnikiem w ustaleniu nowego doświadczenia będzie to na czym się skoncentrujemy.

„Im głębiej uwierzymy, że coś jest prawdziwe, z tym większym prawdopodobieństwem doświadczymy tego jako czegoś prawdziwego”.

My w Polsce wychowaliśmy się w zimnym kraju, często wśród ludzi z traumą wojenną lub przeżyciami okresu komunizmu. W naszym umysłach istnieje wiele przekonań wynikających z doświadczeń walki o wolność, o lepsze jutro, mamy ograniczone zaufanie, podejrzliwość, rywalizację, niestety pesymizm i szybkie poddawanie się. Te czynniki spowodowały, że nie jesteśmy narodem radosnym, nie potrafimy łatwo zauważać powodów do radości, do bardziej optymistycznego życia, do wdzięczności. Praca nad naszymi umysłami jest żmudna, wymaga codziennej praktyki, konsekwencji, ale efekty są możliwe jeśli tylko naprawdę skoncentrujemy się na potrzebie radości, optymizmu, zaufania do innych i obdarowywania ich współczuciem. Jak pisze  Yongey Mingyur:

„Co się wydarzy, kiedy zaczniemy postrzegać swoje dotychczasowe doświadczenia jako naszą własną projekcję? Co się wydarzy, gdy zaczniemy mniej bać się ludzi oraz stanów, które były dla nas przerażające? Z jednej strony nic. Z drugiej strony – wszystko”.

Radość a współodczuwanie

Kolejnym aspektem uruchamiającym w nas radość jest współczucie, a raczej współodczuwanie. Dzielenie się sobą bez przywiązywania, bez oczekiwania , że dostaniemy coś w zamian. Uruchamianie w sobie odczucia powiązania ze wszystkimi żyjącymi istotami bo w gruncie rzeczy to co ja czuję, czuje też drugi człowiek, zwierzę, roślina. Skoro ja potrzebuję miłości, bezpieczeństwa, radości to znaczy, że tego samego potrzebuje każdy, kto żyje.

Niedawno znalazłam informację, że ośrodek preadopcyjny w Otwocku poszukuje wolontariuszy do przytulania niemowląt, niechcianych dzieci, które trafiły do ośrodka i czekają na adopcję. To doskonała okazja aby poczuć współodczuwanie – pomaganie innym, szczególnie tym bezbronnym. Angażowanie się w akcje gdzie możemy być wolontariuszami czyli pomagać, wspierać bez wynagrodzenia, bez oczekiwania czegokolwiek w zamian, uruchamia w naszym umyśle naturalne szczęście. Czujemy się potrzebni i związani ze światem, my go potrzebujemy, a on potrzebuje nas.

Żyć z radością naprawdę nie jest trudno. Wystarczy trochę się rozejrzeć i uruchomić w sobie naturalną potrzebę bycia z innymi. A medytacja może nam pomóc w nauczeniu się obserwowania tego, że wiele z naszych przekonań to jedynie projekcje, nie mające żadnego związku z rzeczywistością.

Yongey Mingyur Rinpoche „Żyj z radością. Jak odkryć tajemnice szczęścia”, Wydawnictwo Galaktyka