Umysłowy detox czyli dlaczego warto wyjechać na odosobnienie ?

Od 7 lat regularnie biorę udział w odosobnieniach. Przynajmniej raz w roku robię przerwę w życiu i znikam. Wyłączam telefon, nie zabieram komputera, medytuję, milczę.

Trzy lata temu pierwszy raz wzięłam udział w odosobnieniu całkowitego milczenia co mogłoby wydawać się  trudnością, a okazało się wielką potrzebą mojego umysłu, napełniło dodatkową energią, a przede wszystkim pozwoliło mi uporządkować wiele spraw. Dziś chciałabym podzielić się z wami moimi doświadczeniami z wyjazdów na odosobnienia i zachęcić do podjęcia wyzwania bo zbliża się sezon urlopowy i można go spędzić nietypowo, zwłaszcza jeśli ostatni rok był dla was trudny, obfitujący w wydarzenia mocno angażujące wasz umysł i emocje.

Czym jest odosobnienie?

Jak sama nazwa wskazuje jest „byciem osobno”. To znaczy czasem, który poświęcamy wyłącznie sobie, w którym koncentrujemy się na swoim byciu, a nie działaniu. W zależności od rodzaju odosobnienia czas ten możemy spędzić albo na ćwiczeniach, które pomogą nam głębiej poznać siebie albo na medytacji albo na połączeniu tych narzędzi. Zasada jest jedna- ta przerwa oznacza zatrzymanie, wyjście z rutynowych spraw i codzienności i poświęcenie czasu na połączenie ze swoim wnętrzem, na odkrywanie siebie, swoich prawdziwych wartości i sensu istnienia.

Na ogół odosobnienie prowadzone jest przez specjalistów, nauczycieli jogi, trenerów rozwoju osobistego- ludzi, którzy przeszli podobną ścieżkę i dziś dzielą się doświadczeniem w okrywaniu siebie. W zależności od społeczności może to być odosobnienie powiązane z twoją pasją jak joga czy mindfulness, odosobnienia medytacyjne organizują też zakonnicy. Najważniejsze jest zaakceptowanie, że nie jest to wyjazd towarzyski, nie ma miejsca na wieczorne wino i gadanie, jest za to czas na kontemplację siebie i dzielenie się odkryciami w gronie tych, którym przyświeca podobny cel: być codziennie lepszą wersją siebie dla świata, dla ludzi.

Spotkanie ze sobą.

Pierwszy raz bywa trudny, nawet jeśli wyjazd poprzedzony jest praktyką medytacji. Cisza i nagłe spowolnienie, brak kontaktu ze światem zewnętrznym mogą stanowić dla umysłu nie lada wyzwanie. Przyzwyczajony do trybu wiecznego działania nasz umysł niełatwo godzi się na opuszczenie codziennych nawyków.
Moje pierwsze odosobnienie było wielkim wyzwaniem ponieważ pojechałam do Indii do zamkniętego ashramu , z którego przez tydzień nie mogłam wyjść. Brak zasięgu i świadomość, że jestem na jakiejś indyjskiej wsi otoczonej przez pola trzciny cukrowej i ryżu spowodował, że mój umysł stawiał opór tej sytuacji na bardzo różne sposoby. Na dodatek był to mój pierwszy wyjazd do Indii co samo w sobie jest wyzwaniem dla Europejczyków. Zimna woda pod prysznicem, pokój dzielony z 6 innymi osobami, dość prymitywne warunki, skromne wyżywienie. Umysł wysyłał strach, oskarżenia pod adresem moich kolegów o złą organizację, smutek , niezadowolenie.

Dziś wiem, że był to ogromny lęk zarówno wobec okoliczności, ale też lęk spotkania ze sobą. Przez pierwsze dni każda medytacja była katorgą ( a miałam za sobą trzyletnią praktykę) . Umysł „odpalał” wszystko: zadawnione pretensje, sprawy do załatwienia w Polsce, które nagle wydawały mi się bardzo pilne, ogromną potrzebę zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi. Wewnętrzny krytyk szalał i po prostu się panoszył. Na tym odosobnieniu mieliśmy codziennie okazję zadawania pytań naszemu nauczycielowi, który ze stoickim spokojem łagodził nasze lęki, pretensje, wątpliwości. Jego wiara w nas, w proces, który tam przechodziliśmy była tak ogromna i budowała tak wielkie poczucie bezpieczeństwa, że po kilku dniach poczułam jak naprawdę się wyciszam, jak od bycia pod wpływem zewnętrznych okoliczności przechodzę do prawdziwego kontaktu ze sobą. I oczywiście kiedy pierwszy raz to poczułam zaczęłam płakać. To spotkanie z nieznanym „ja”, które cierpliwie czekało tyle lat jest czymś tak pięknym, tak wzruszającym, że nie sposób opanować łez. To tak jakby czekał gdzieś na ciebie przyjaciel, który z jakiegoś powodu wyjechał gdy byliście mali, a teraz powraca i przytula mocno bez słów bo słowa nie są potrzebne.

Umysłowy detox.

Od tego momentu nastąpiła zmiana. Umysł z pomocą medytacji zaczął układać różne sprawy, niektóre wydały mi się nagle banalne, na kolejne spojrzałam z innej perspektywy. Koncentracja na oddechu i obserwowanie moich stanów mentalnych bez wchodzenia w nie, bez angażowania się spowodowała, że z każdą godziną doświadczałam coraz większego spokoju. Przestałam tęsknić za domem bo dom był we mnie, lęk gdzieś wyparował, a cisza stała się sprzymierzeńcem.
Opuszczałam ashram w stanie wielkiego spokoju, poczucia akceptacji mojego życia i okoliczności, które na początku wydawały mi się wyzwaniem nie do pokonania.

Co dalej ?

Od tamtego dnia czyli od sierpnia 2011 roku jestem na odosobnieniach nawet kilka razy w roku, w Polsce, w Indiach, w Szwecji. Trzy lata temu po raz pierwszy wzięłam udział w odosobnieniu całkowitego milczenia. Przez 5 dni nie tylko nie mówię, ale też nie mam wzrokowego kontaktu z innymi, niczego nie czytam. Bywam też na takich gdzie intensywnie pracujemy nad danym aspektem życia, a niektóre z nich sama organizuję. To jedna z najwspanialszych form odkrycia kim naprawdę jestem, spotkania z wewnętrznym dzieckiem, wewnętrznym krytykiem, swoimi podosobowościami, nauka obserwacji swoich stanów mentalnych i akceptacja tego co się pojawia bez próby zmieniania.
W codziennym życiu na ogół bardzo dążymy do tego aby było nam przyjemnie, uciekamy od trudności, żalu, smutku. Dzięki odosobnieniom zrozumiałam, że te „niemiłe” aspekty to przecież część mnie, część mojego życia.

Praca ze stresem.

Odosobnienia to jedna z najlepszych metod na pracę z zarządzaniem stresem. Spotkanie z umysłem, który po zabraniu mu trybu działania usiłuje za wszelką cenę coś robić może być okazją do nauczenia się obserwowania swoich myśli, emocji i do świadomego ich wyboru. Czy ta myśl jest mi teraz potrzebna? A ta emocja? Jak mogę świadomie zachować się w danej sytuacji?

Taki wyjazd jest też możliwością zatrzymania się, spojrzenia na różne sprawy z innej perspektywy po kilku dniach ciszy i odcięcia się. I w końcu może być okazją do nauczenia się robienia pauzy, poprawienia swojej cierpliwości, nabrania przekonania, że o wielu sprawach nie muszę decydować teraz, nabrania zaufania do siebie. Czasem na takich wyjazdach moi znajomi doznawali olśnień w jakiejś sprawie, nabierali odwagi do zakończenia trudnych relacji, zmiany pracy lub miejsca zamieszkania. Każdy sposób na wyciszenie naszej gadającej głowy jest dobry, a odosobnienie może bardzo pomóc w takim procesie.
Wakacje przed nami, może zamiast hałaśliwego kurortu wybierzesz w tym roku ciszę i spotkanie ze sobą?

Joanna Delbar