Urlop od diety – jak odpocząć bez wyrzeczeń – radzi trener personalny.

Jedziesz na urlop i zamiast odpoczywać myślisz o tym ile kilogramów Ci przybędzie? Zamiast cieszyć się czasem wolnym odmawiasz sobie przyjemności? Ogarnia Cię stres z powodu tego, że przez kilka dni Twoja sylwetka diametralnie się zmieni, a zdrowie będzie w gorszym stanie? Zastanów się – lepsze będzie kilka dni sielanki i beztroskiego życia czy wpędzenie się w chroniczny stres spowodowany obawami poruszonymi w pytaniach? Zebrane przeze mnie doświadczenia pokazują, że takie myślenie jest bezpodstawne.

Dieta na urlopie

Urlop, czyli odpoczynek, jest to czas, w którym chcemy oderwać się od otaczających nas problemów i uwolnić się od pędu życia. Jeśli ktoś przez większość czasu w ciągu roku siedzi przy biurku wykonując masę zleceń czy odpowiadając na pytania, to w ciągu urlopu powinien tego nie robić. Telefon czy laptop wtedy najlepiej odłożyć. Jeśli ktoś cały rok dba o swoją formę fizyczna, odmawia sobie przyjemności i ma ograniczony zakres produktów do spożycia, to przez czas urlopu może sobie zjeść to, czego z reguły nie je, bez zbędnych wyrzutów sumienia. Urlop jest to czas, który powinniśmy spędzić inaczej niż pozostałe dni. Mimo tego, że wiele osób o tym wie, to jednak w ich głowie dalej siedzi obawa, że przez kilka dni wszystko, nad czym pracowali się popsuje. Załóżmy, że ktoś ma jeden porządny urlop w ciągu roku i trwa on np. 10 dni. Jak takie 10 dni ma się do pozostałych 355, gdzie wszystko jest dopięte chociażby na 90%? Czy to osoba pracującą np. w korporacji, czy to osoba aktywna fizycznie, czy zawodowy sportowiec – każdy z nich potrzebuje odpoczynku.

Dodatkowe kilogramy po urlopie

Odpoczynek to czas, który każdy powinien wprowadzić do swojego życia. Jest to jeden z ważniejszych okresów, dzięki któremu cały czas możemy zasuwać na pełnych obrotach bez względu na to, czym się zajmujemy. Niestety bardzo często kojarzy się on z dodatkowymi kilogramami na wadze, co później przechodzi w brak akceptacji swojej osoby i stres z tym związany. Jeśli podejdziemy do tego zdroworozsądkowo, to nie zawsze tak musi być. Jeśli tak już by się stało, to chciałbym wszystkich żyjących w niewiedzy uświadomić, że jeśli kilka razy pozwolicie sobie coś zjeść na wyjeździe to nie przytyjecie, a większa waga na ekranie jest spowodowana nadmierną retencją wody w organizmie, a nie nabyciem tkanki tłuszczowej. Najczęściej zbierać się ona będzie w okolicach brzucha i ud. I te partie po urlopie mogą wyglądać mniej korzystnie. To normalna reakcja organizmu. Czy to powód do rozpaczy i stresowania się tym? Nie. Wystarczy powrót do swojej codzienności oraz trzymania się celu i lada moment wszystko wraca do normy. Ponadto Wasza głowa i organizm jest wtedy nakręcony i stać go na więcej. Właśnie dlatego odpoczynek jest tak bardzo potrzebny, aby złapać oddech i naładować baterie. Nic tak nie regeneruje jak luz i brak stresów. Stres jest chorobą XXI wieku i głównym punktem zapalnym, tym samym źródłem problemu braku utraty wagi, poprawy zdrowia czy lepszych zdolności poznawczych. W hormonalnym ujęciu stres głównie kojarzy się z kortyzolem. Każdy uważa, że kortyzol to nasz wróg, który wszystko potrafi zepsuć. To nie jest tak. On też jest nam bardzo potrzebny, ale jeśli będzie miał coraz większe wyrzuty, czyli będzie chroniczny, to już nie będzie dobrze. Jeśli wytwarzamy go raz na jakiś czas to super! W końcu gasi nasze stany zapalne, a są one pożyteczne dla naszego organizmu np. w przypadku zwalczania infekcji. Jednorazowo, a nie chronicznie. Tak samo dzieje się z kortyzolem jeśli wytwarzamy go coraz częściej to z czasem nasz organizm zacznie go produkować coraz mniej. I co wtedy? Nie będziemy zwalczać stanów zapalnych, więc może być ich coraz więcej, będziemy mieć gorszy metabolizm białek, tłuszczów i węglowodanów, bo za to odpowiada kortyzol. Nasza gospodarka cukrowa będzie w coraz gorszym stanie i wraz ze stanami zapalnymi będzie prowadzić do otyłości.

Podsumowując

Zatem podsumowując – co będzie gorsze? Zjedzenie jednorazowo na wyjeździe lodów lub pizzy i kilka dni beztroskiego leżakowania czy ciągłe wyrzuty kortyzolu spowodowane tym, że się nakręcacie, że przez kilka małych występków wszystko zniszczycie? Istnieją dwa rodzaje urlopowego stresu: pierwszy jest wtedy, kiedy coś zjedliśmy i się stresujemy tym, że to zrobiliśmy i wszystko pójdzie na marne, a drugi jest taki, że bardzo chcielibyśmy coś zjeść, ale się boimy, że wszystko się zawali. I jedno i drugie jest równie złe. Zatem radzę Wam zachować umiar, zdrowy rozsądek, pozytywne nastawienie do życia i radość z niego. Nie dajmy się zwariować! Dbajmy o naszą głowę i nasze myśli, nie bądźmy zafiksowani na punkcie swoich pasji, dążenia do celów czy do bycia perfekcyjnym. Z biegiem czasu wyrządzi to o wiele więcej szkód niż korzyści, a dodatkowo przez ten czas nie zaznacie przyjemności z życia, która daje Wam właśnie urlop spędzony w gronie najbliższych.