Witaj kruszynko, witaj stresie…

My, kobiety, mamy wiele etapów w swoim życiu. Dzielimy swój czas pomiędzy pracę, rodzinę, przyjaciół, czas dla siebie i swoje pasje. Kiedy pojawiają się dzieci, naprawdę wszystko się zmienia.

Z jednej strony to przecież nasze marzenie i bezwarunkowa miłość, z drugiej obowiązki, które powodują, że nic nie jest takie jak było przedtem. Często pojawia się złość, zrezygnowanie, obawa, że nie damy rady czyli po prostu różne oblicza stresu. Dobrze jest czasem zatrzymać się i przyjrzeć w jakim momencie życia jesteśmy i jakie jest nasze „dzisiaj” po urodzeniu dzieci.

Mentalny detoks.

Nasze dziecko ma zaledwie kilka miesięcy, ale nasze myśli wybiegają już bardzo daleko w przyszłość.  Chcemy idealnie odgrywać rolę matki więc ze strachem patrzymy wokół jak inni mają już zaplanowane przedszkola, szkoły, zajęcia dodatkowe. Spotkałam kiedyś matkę, która trzylatka uczyła czytania mapy Europy!  Ale prawda jest taka, że  wszelkie dalekosiężne plany mogą się nie udać, bo nie da się spełnić naszych oczekiwań w stu procentach, a takie działania to nic innego jak zaspokajanie własnych oczekiwań i odbieranie dziecku naturalnych talentów i pasji.  Jeśli ma się małe dziecko, to trudno zaplanować, do jakiej szkoły pójdzie i kim będzie w przyszłości, bo życie może je pokierować w zupełnie inne strony świata. Strach przed przyszłością naprawdę paraliżuje i sprawia, że stajemy się zestresowani, a wszelkie napięcia odbijają się w naszym ciele. Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, to zrozumiałe, ale może warto skupić się na „tu i teraz” bo planując możemy przegapić ważne momenty danego okresu naszej pociechy. Szukając w internecie dobrego przedszkola przegapimy pierwszy krok, a dyskutując o zajęciach z angielskiego dla rocznego bobasa stracimy pierwsze ważne słowo w naszym języku.

Jak możesz zapanować nad myślami pełnymi lęku i obaw co do przyszłości twojego dziecka?  Chociażby robiąc codziennie pięciominutową pauzę na oddech. Takie zatrzymanie i pełna koncentracja na wdechu i wydechu przywróci cię do chwili obecnej.  Spróbuj, a zobaczysz, że można się tego nauczyć, zalety takich porządków w głowie są naprawdę nieocenione.

Bądź kobietą.

Szorując zawzięcie garnek czy robiąc zakupy z wrzeszczącymi dziećmi w wózku, pamiętaj, że oprócz bycia strażniczką domowego ogniska byłaś i jesteś przede wszystkim kobietą.

Wiele mam, wpatrzonych w swoje małe dzieci, zapomina, że tak naprawdę wciąż są kobietami, a ich wewnętrzne potrzeby nie zmalały, a jedynie zostały zepchnięte gdzieś na bliżej nieokreślony margines. Dziecko całkowicie zmienia świat, organizuje dni i noce pod swoje dyktando, a czas, który kobieta ma dla siebie, kurczy się naprawdę niewyobrażalnie szybko. Po jakimś czasie, kiedy dzieci powoli opuszczają rodzinny dom, zostaje poczucie pustki i wołanie po bezdrożach siebie, gdzie się podziały dawne zainteresowania i pasje, gdzie są relacje z bliskimi i jak do nich wrócić.

Wejście w rolę mamy wymaga perfekcyjnej uważności i uczy naprawdę wiele:  wytrzymałości fizycznej, zarządzania czasem, odpuszczania i patrzenia na rzeczy takimi, jakimi są. Może być ci wszystko jedno w kwestii wyglądu, nie zapominaj jednak, że dużą część życia spędzałaś na spotkaniach z przyjaciółmi,  na randkach z ukochanym, na swoich pasjach i zwykłych radościach.  Dziecko i ustawiczny brak czasu to wymówka, a myślenie, że „kiedyś”  pojawi się ta chwila, kiedy mogę  zadbać o siebie może nigdy nie nadejść lub też takie podejście może być wielkim rozczarowaniem bo nagle okażesz się nieatrakcyjna dla swojego partnera. Atrakcyjność to nie tylko wygląd zewnętrzny. Przypomnij sobie co go do ciebie przyciągnęło: niezależność, pasja, wdzięk, uśmiech, oczytanie… Jeżeli codziennym tematem jest teraz jedynie dziecko, jeśli najważniejsze jest to czy Kubuś zrobił kupkę i że miał temperaturę to może wkrótce okazać się, że więź z partnerem słabnie.

Dlatego tak ważnym jest abyś nie traciła swojej kobiecości. Dziecko naprawdę przeżyje, jeśli raz na jakiś czas nie zapewnisz mu maksimum bliskości i zamiast pójść z nim na plac zabaw albo usypiać dwie godziny, zlecisz to bliskiej osobie, a sama wykorzystasz ten czas dla siebie.

Bądź na 100% tam gdzie jesteś.

Praca wypełnia nam połowę życia. Tak jest i tak będzie zawsze, niemniej od ciebie zależy, jak będziesz wypełniała czas przeznaczony na życie zawodowe i to, które spędzasz w domu. Porzucenie pracy to często wymówka: nie dam rady przy dwójce dzieci. Ale zastanów się ile przeznaczasz uwagi będąc w domu na tzw. „zjadacze czasu” czyli na media społecznościowe, informacje, pudelki itp. a ile w tym czasie mogłabyś przeznaczyć na samą pracę. Nawet na pół etatu.

Druga strona medalu to kobiety, które wróciły do pracy, ale zamiast   maksymalnie wykorzystać czas skupiając się na tym, co mają do zrobienia na dzisiaj, wydzwaniają raz na godzinę do opiekunki z pytaniami jak tam dziecinka sobie radzi. Mentalnie nie są ani w domu ani w pracy.

I znowu potrzebne nam jest „tu i teraz”. Jeśli podjęłaś świadomą decyzję o pozostaniu w domu przez kilka lat to wykorzystaj je w pełni, bądź ze swoim dzieckiem znajdując oczywiście czas dla siebie. Ale jeśli wróciłaś do pracy, planuj ją tak aby po powrocie do domu być matką obecną naprawdę w domu, porzuć natomiast nieustające myślenie o swoim dziecku gdy jesteś w pracy.

Miłość do dziecka to nie poświęcenie.

Jeśli jeszcze kupisz szminkę w czerwonym kolorze, założysz sukienkę niezależnie od okoliczności, nawet na spacer z wózkiem lub po zakupy, to będzie znak, że nie zapomniałaś być kobietą. Przyjrzyj się sobie, gdzie jesteś i jaka jesteś ERAZ?

Dziecko widząc, jak mama zmienia swój wygląd, jak stara się kontynuować swoje pasje, spotyka z przyjaciółmi, jak zaprasza ich do domu ,wzrasta w przekonaniu,  że świat jest miejscem otwartym, nie sprowadza się tylko do bycia z jedną osobą – mamą, nie żyje w świecie hermetycznej relacji, ale otwiera się na innych. Wiele kobiet uważa, że miłość do dzieci jest tożsama z poświęceniem, rezygnacją z siebie, a takie podejście może przynieść dużo rozczarowania w przyszłości.  Nie pójdę do fryzjera, bo dziecko płacze, nie wyjadę na weekend z bliską osobą, bo dzieci będą tęsknić…

A w ogóle moje życie wyznaczają dzieci: ich pasje, ich kolonie, ich zajęcia. Ja się tylko podporządkowuję…. Błędne koło się zamyka, a kilkanaście lat z życia z wizją poświęcenia się, odarcia ze wspomnień, ` bliskości i kontaktu z samą sobą, może poskutkować głęboką depresją. Jeśli dzieci to całe twoje życie to depresja i utrata sensu życia pojawi się gdy będą chciały opuścić rodzinny dom.  Dzieci współistnieją w naszym życiu, a nie pochłaniają go bez reszty, oczywiście w zależności od stanu ich zdrowia. Niekiedy trudno jest zachować balas między byciem mamą i kobietą, ale naprawdę jest to możliwe. Wymaga jedynie pełnej szczerości wobec siebie samej.

Magdalena Serafin