Życie pozostawione w przedmiotach

 Każdy kto przeżył odejście  bliskiej  osoby wie, że  w pierwszej chwili działamy zadaniowo, wykonując poszczególne punkty z listy – załatwiamy zaświadczenia, rozmawiamy z księdzem, firmą pogrzebową, powiadamiamy najbliższych. Nadmiar tych obowiązków połączony z olbrzymim stresem nie daje większego pola na refleksje i wspomnienia osoby, która właśnie odeszła. Zaduma często przychodzi z czasem, dla jednych to będzie dzień po pogrzebie, dla innych to tydzień czy miesiące.

Wtedy też przychodzi chwila, w której musimy zmierzyć się z tym co pozostało. Nie tylko w naszej pamięci, ale z przedmiotami codziennego użytku. Powstają pytania – co zrobić z ulubionym kubkiem, połową flakonu perfum, czy prawie rocznym zapasem  lekarstw.

Wspomnienia kontra rzeczy

Jednym z najtrudniejszych dla mnie momentów było otworzenie szaf i rozpoczęcie porządkowania, tego co pozostało po mojej mamie. Czułam się nieswojo, że naruszam dotychczasowy  układ rzeczy, że jeśli je poprzekładam lub usunę, to nic już nie  będzie takie jak dawniej. A przecież nie było już ich właścicielki. Pierwsza próba okazała się być fiaskiem.  Nie dałam rady, ugięły się pode mną kolana i zatopiłam się we wspomnieniach.  Rzeczy musiały poczekać, aż w pierwszej kolejności poukładam myśli i emocje.  Trwało to prawie rok. Był czas na stawienie czoła własnym przeżyciom, zrozumienie wydarzeń i emocji minionych tygodni, oswajanie na nowo przestrzeni, w której nie ma już najbliższej osoby i powolne godzenie się z nową rzeczywistością, w której telefon jednak nie  zadzwoni,  po drugiej stronie nie usłyszę tego ciepłego głosu, a po przyjeździe do rodzinnego domu nie przywita mnie uścisk. Dopiero po tym czasie nabrałam odwagi na ruszenie tych rzeczy, które pozostały i znalezienie im nowego miejsca czy właściciela.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem

W tym czasie trafiłam na książkę Marcina Wicha “Rzeczy, których nie wyrzuciłem” – przejmującego zapisu pożegnania ze zmarłą matką, która zdaje się żyć  wciąż w przedmiotach, które po niej pozostały. Bo co pozostaje po śmierci bliskiej osoby? Nie tylko, wspomnienia, filmy czy zdjęcia, ale istotne też okazują się te drobne przedmioty, które otaczały ją każdego dnia.

Książka ma formę zbioru esejów pisanych krótkimi i rwanymi frazami. Forma dodatkowo podkreśla poczucie braku gotowości pogodzenia się narratora z odejściem mamy, a jednocześnie strzępki myśli i wzruszeń możemy odczytać, jak wydarte z przeszłości wspomnienia i wklejone w teraźniejszość, w której wspólnie z bohaterem porządkujemy mieszkanie zmarłej.

Rekonstrukcja historii za pomocą rzeczy

Dzięki pozostawionym przedmiotom rekonstruujemy obraz matki oraz jej historię i relację z synem. Odnalezione w szafkach zapiski, odkurzane przedmioty czy tytuły książek przywołują wspomnienia gestów, wypowiedzi czy ułamki zdarzeń. Matka  jeszcze przez chwilę żyje w pozostawionych przez nią rzeczach, a refleksja nad nimi powoduje, że staje się bardziej obecna po odejściu i opowiada siebie na nowo w wyobraźni syna. Ten odkrywa i analizuje dowody tego, jak żyła, czym żyła, czego się bała i co ją cieszyło. Powstaje portret składający się z przedmiotów, emocji i słów. Dowiadujemy się, że mama była kobietą wymagającą, konkretną, momentami trudną: “Terroryzowała ludzi, mówiąc im prawdę w oczy”.

Prawdziwe wspomnienia

Marcin Wicha jednak nie rozpacza i nie rozlewa łez na kartkach książki, pisze szczerze i  konkretnie  o wadach i zaletach matki, niedopasowaniach w rodzinie, własnych wyrzutach sumienia, które musi teraz przeanalizować. Nie gloryfikuje matki. Pisze też o obszernym księgozbiorze, który matka, przez całe życie powiększała, a który teraz otrzymuje syn stający przed wyzwaniem co oddać, zniszczyć,a co ze sobą zabrać jako pamiątkę po niej. Książki stanowią tutaj nietypowy pomost między życiem a śmiercią. Nie można ich swobodnie wyrzucić na makulaturę, bo stanowią dowód życia, które ukształtowało autora. Tego życia, którego już nie ma.

To nie jest książka dla każdego

To nie jest łatwa książka zarówno w swojej tematyce, formie czy specyficznym humorze, a  jednocześnie jest to pozycja wzruszająca, o sprawach związanych z odchodzeniem i o pielęgnowaniu pamięci w tym co nam pozostawili. Książka Marcina Wicha swoją szczerością i naturalnością na pewno pomoże osobom, które znalazły się w podobnej sytuacji i muszą zmierzyć się z tym co pozostało a jednocześnie chcą, by te wspomnienia były jak najdłużej naturalne i szczere – nie wybielały i nie gloryfikowały osoby, która odeszła. Co niestety jest dosyć powszechne w naszej kulturze. Dodatkowo lektura “Rzeczy,których nie wyrzuciłem” w doskonały sposób pokazała mi, jak kluczowy jest etap porządkowania, tak by nie zamknąć się w przeszłości czy poczuciu, że osoba, która zmarła niedługo wróci do pozostawionych rzeczy. Tak jak narrator zamknęłam etap pożegnania z mamą i rozpoczęłam nowe życie bez niej.