Chemia miłości

Chemia miłości

Czujesz się jakbyś był „na haju”, jakbyś mógł przenosić góry? Budzisz się z poczuciem radości, sensu życia, a wszystko co do tej pory stanowiło problem nagle staje się dziecinnie proste? Serce wali od rana, jakoś dziwnie nie jesteś głodny, zauważasz, że wypiękniała ci ostatnio cera, wzmocniły paznokcie, świat jest cudowny i przestał przeszkadzać ci wyjący pies sąsiada? Praca nie zając, kredyt to pikuś, jaki piękny szary dzień. Uważaj! W twoim ciele pojawiła się fenyloetylonamina zwana narkotykiem miłości. Na zewnątrz jesteś ZAKOCHANY, wewnątrz dzieje się jedna z największych burz jaka może spotkać twój organizm. Nie bez powodu Święty Walenty to patron zakochanych, ale też umysłowo chorych 

Faza zakochania

Najbardziej rozpowszechnionym na świecie pojęciem miłości jest to, co wytwarza się pomiędzy dwojgiem obcych sobie ludzi, którzy nagle spotykają się gdzieś na drodze życia i z niewiadomych powodów odczuwają silne przyciąganie. Niewiadomych, ponieważ naukowcy do tej pory nie odkryli dlaczego przyciąga nas właśnie ta, a nie inna osoba. Jeśli temu przyciąganiu powiemy „tak” wchodzimy w fazę zakochania, okres porównywalny z działaniem silnych narkotyków, czas uniesienia, przebywania w innym wymiarze, unoszenia się nad ziemią. I mimo, że często wspominamy ten stan   jako jeden z najpiękniejszych w naszym życiu to bywa on bardzo niebezpieczny ponieważ tracimy w nim uważność i bardzo łatwo popadamy w stres wynikający z przekierowania całej energii na obiekt naszych uczuć. Dlaczego tak się dzieje?

Chemia miłości

Kiedy już doświadczymy tego magicznego przyciągania zaczyna się w naszym organizmie produkcja neuroprzekaźników, których mózg produkował do tej pory niewiele lub wcale. Następuje pewnego rodzaju przestrojenie hormonalne, zaczynają wytwarzać się nowe związki chemiczne, które powodują, że zachowujemy się jakbyśmy byli „na haju”. Wspomniana już przeze mnie fenyloetyloamina (PEA) jest podobna w strukturze do amfetaminy więc łatwo sobie wyobrazić co dzieje się w ciele: nie śpimy, ale i tak mamy energię. Do tego dochodzi jeszcze wzrost noradrenaliny, oksytocyny, endorfin, u mężczyzn testosteronu, a u kobiet estrogenu i to one odpowiedzialne są za przyspieszone bicie serca, wzrost ciśnienia, utratę apetytu, zaczerwienienie na widok ukochanej osoby, drżenie rąk lub ust, bezsenność, nadmierną potliwość, wieczne poczucie gorąca, ogólne pobudzenie. Taki stan może utrzymywać się od 18 miesięcy do 4 lat, a naukowcy twierdzą, że gdyby utrzymywał się dłużej doprowadziłby do skrajnego wyczerpania organizmu, a nawet śmierci. Tak mniej więcej wygląda „chemia miłości”. Jeden wielki jakże piękny STRES. Tak, nie bójmy się nazwać okresu zakochania stresem i przyjrzyjmy się naszemu zachowaniu.

Motyle w brzuchu

Wszystkie nasze myśli i działania kierowane są teraz na obiekt naszych uczuć. Mam do zrobienia jakiś ważny projekt w pracy, ale dzwoni ukochana i co tam projekt, nie ucieknie! Trzy godziny rozmowy albo spacer, albo kolacja, albo seks to przecież teraz najważniejsze! Do niedawna w każdą sobotę odwiedzałem rodziców, a potem spotykałem się z przyjaciółmi, ale teraz każdy weekend poświęcam patrzeniu głęboko w oczy ukochanej osoby, trzymaniu jej za rękę bo przecież ona jest taka piękna, w ogóle nie ma wad, normalnie ktoś mi zesłał anioła, jak ja na to zasłużyłem, jak ona się porusza, jaka ona mądra, jak ona mnie zmienia, jakie życie jest cudowne. Znacie to? No właśnie. Nasza energia, która do tej pory była zbalansowana i równo podzielona pomiędzy pracę, przyjaciół, rodzinę, obowiązki itp. zostaje teraz przekierowana tylko na tę jedną jedyną osobę. Wszystko inne jest nieważne. Tracimy uważność pod wpływem narkotyku, który płynie w naszej krwi. To uczucie „motyli w brzuchu” jest tak piękne, tak karmiące, a jednocześnie bywa niebezpieczne.

Jeśli nie włączymy uważności łatwo o zawalenie projektów, spadek efektywności w pracy, zaniedbanie przyjaciół, rodziców czy własnego hobby. Ukochany ma trochę nadwagi, nie lubi biegać więc i ja przestaję bo wolę być z nim w domu i patrzeć na jego cudowny brzuszek 

Zakochanie jest cudowne! Są tacy, którzy są od niego uzależnieni i gdy ten stan mija szybko szukają kolejnego obiektu, a przecież to co najpiękniejsze, ta wspólna podróż przez życie zaczyna się właśnie wtedy gdy narkotyk przestaje działać.

Jak zatem radzić sobie z byciem zakochanym tak aby ten stan pielęgnować, ale jednak nie dać mu się zdominować i doprowadzić do tego, że gdy w końcu minie, będziemy bardzo zawiedzeni rzeczywistością. Po prostu być uważnym. Poniżej kilka punktów, które być może przydadzą się wszystkim będącym obecnie „na haju”:

  1. zauważ stan zakochania i nazwij go, przyznaj „tak, jestem zakochany”
  2. postaraj się zauważać oznaki tego stanu w ciele: przyspieszony rytm serca, uczucie gorąca, nadmierną potliwość
  3. gdy je zauważysz postaraj się skoncentrować na oddechu, oddychaj powoli nawet 15 minut z uważnością, możesz powtarzać sobie „ robię wdech, robię wydech”. To ćwiczenie na ogół pozwala przywrócić naturalny rytm serca, obniżyć ciśnienie krwi i przywrócić koncentrację
  4. zauważaj okoliczności i rób plan dnia z uwzględnieniem wszystkich dotychczasowych aspektów życia i ukochanej osoby, bądź uważny na to jakie są proporcje energetyczne
  5. możesz „wciągać” ukochaną osobę w swoje hobby, grono przyjaciół, poznać z rodzicami, ale zachowaj też własną przestrzeń, nie rezygnuj z ukochanego tanga jeśli obiekt twoich uczuć tego nie lubi. Przecież w tym czasie może robić co innego
  6. bądź uważny na „zawłaszczanie”, pretensje o to, że poszedłeś na tango zamiast siedzieć na kanapie i wspólne oglądać telewizję. Być może to nie miłość, a leczenie tobą nieumiejętności bycia samemu
  7. obserwuj zachowanie ukochanej/ ukochanego w różnych sytuacjach, czy na imprezie u znajomych „kurczowo” się ciebie trzyma czy też potrafi znaleźć sobie innych rozmówców. Miłość to zarówno bycie razem, ale też bycie osobno. Uważaj aby nadmierne bycie razem nie oznaczało w przyszłości zaborczości.
  8. zadawaj najważniejsze pytania, to czas poznawania siebie i tworzenie „trzeciego ciała”, to naturalne, że się różnimy, ale jeśli w podstawowych sprawach będziemy wyznawali inne wartości, łatwo o konflikty gdy stan zakochania minie. Pytaj o wartości rodzinne, stosunek do pieniędzy, do zazdrości,  nie bój się zadać pytania „co jest dla ciebie najważniejsze”
  9. uważnie słuchaj! W stanie zakochania nasze uszy często zachowują się tak jakby poszły na spacer, dopiero po latach przypominamy sobie, że ukochany powiedział „moja była partnerka zawsze będzie w moim sercu”. Nie słyszeliśmy tego, a potem okazuje się, że nie jesteśmy tą jedyną/ jedynym, że ukochany pełny jest wyrzutów sumienia, które rzutują na nasz związek.
  10. zauważaj w sobie właśnie takie stany: doświadczenia przeszłości, wyrzuty sumienia, poczucie winy i nie projektuj ich na obecny obiekt twoich uczuć! To zupełnie inna osoba, nie jest odpowiedzialna za to co wydarzyło się w twojej przeszłości, jest inna, nowa, kompletna, niezależna i nie jest żadną z twoich byłych! Pamiętaj, że każda miłość jest pierwsza i nie ma nic wspólnego z tą, która się skończyła.

Naukowcy twierdzą, że człowiek z natury nie jest monogamistą. Tylko 3% ssaków żyje w związkach „na całe życie”. Należy do nich m.in. nornica, która w akcie seksualnym wytwarza bardzo dużo wazopresyny – hormonu wierności. My też go mamy, podobnie jak oksytocynę – hormon przywiązania, wytwarzany gdy się przytulamy, całujemy, ale też kiedy komuś pomagamy. Hormony te produkuje nasz mózg pod wpływem myśli, które sami kształtujemy. Warto o tym pamiętać wchodząc w nową relację bo tak naprawdę ułoży się ona tak jak pokierujemy naszymi myślami. Dlatego w okresie szaleństwa i działania narkotyku miłości warto zachować uważność na to co pojawia się w mojej głowie i dokonywać dobrych wyborów. Za tym przyciąganiem na pewno coś jest, na pewno dobieramy się nieprzypadkowo, ale warto już w tym okresie głęboko oddychać i przyglądać się okolicznościom. Wtedy nawet po dwóch, trzech latach gdy chemia organizmu się uspokoi, będziemy patrzeć na ukochana osobę z tym samym natężeniem bo będzie dla nas tak samo piękna, tak samo wyjątkowa. Nadal będzie naszym aniołem.